Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi AdAmUsO z miasteczka Katowice. Mam przejechane 66677.37 kilometrów w tym 12733.50 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 21.57 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy AdAmUsO.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

góral

Dystans całkowity:53506.96 km (w terenie 11829.50 km; 22.11%)
Czas w ruchu:2558:52
Średnia prędkość:21.30 km/h
Maksymalna prędkość:75.28 km/h
Suma podjazdów:230161 m
Maks. tętno maksymalne:195 (104 %)
Maks. tętno średnie:169 (93 %)
Suma kalorii:808288 kcal
Liczba aktywności:1467
Średnio na aktywność:37.13 km i 1h 44m
Więcej statystyk
  • DST 46.20km
  • Teren 45.00km
  • Czas 04:28
  • VAVG 10.34km/h
  • HRmax 174 ( 91%)
  • HRavg 137 ( 72%)
  • Kalorie 3566kcal
  • Podjazdy 1908m
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

generalnie - Klimczok

Sobota, 1 października 2011 · dodano: 01.10.2011 | Komentarze 9

Greg rzucił wczoraj propozycją wycieczki, pogoda zapowiadała się w pyte więc decyzja mogła być tylko jedna, jedziemy!!! pytanie tylko gdzie będziemy się szwendać, zaproponowałem start z pod Dębowca a dalej się zobaczy, tak też uczyniliśmy.

9:38:28

ruszamy w kierunku Dębowca, krótki podjazd i zaczynamy uphill na Szyndzielnię, jedzie się super



mijamy paru bikerów i po 43 minutach melduję się przy schronisku (chyba pierwszy raz udało mnie się wjechać całość ze średniej tarczy) chwilkę czekam na Grega i wracam na punkt obserwacyjny



fotnąć Krisa



Chwila odpoczynku, zerknięcie na mapę i śmigamy na Klimczok, na górze nieziemskie widoki, wszystkim cieszą się gęby, jest gites



(teraz widzę że miałem upaćkane oko w aparacie więc wszystkie foty ze skazą :( sorry!)

w oczekiwaniu na Krzysia, Greg miał na mnie oko



ziom się obijał na podjeździe więc za karę focił



z Klimczoka jedziemy żółtym szlakiem na Błatnią





po drodze mnóstwo piechurów, włazili pod koła, troszkę było niebezpiecznie, okazało się że to był jakiś zmasowany atak, jakiś pieszy rajd, cy cuś ? ;)
na szczęście nie zasłaniali widoków.











z Błatniej zjeżdżamy zielonym szalkiem do Brennej







gdzieś w tych okolicach rozcinam bok opony



powietrze schodzi powoli więc tylko pompuję koło i zjeżdżam do Brennej gdzie wkładam dętkacza



przy demontażu wentylka, gubię z niego uszczelkę, gdy ja mocuję się z kołem, chłopaki szukają zguby, stawiam piwo temu kto znajdzie!

kończę pompować i składam sprzęta w całość, zguba nie odnaleziona, jakoś to przeżyję ;)
ostatnie zerknięcie i ... MAM ! se zgubiłem, se znalazłem ;P piwo wypije sam, ale za dobre chęci stawiam po cocacoli :P

ruszamy w kierunku tajemniczego drzewa



jedziemy kawałek do centrum Brennej, odnajdujemy mapę i decydujemy się na czarny szlak



wybór mógł być lepszy ale z mapy wynikało że nie będzie to długa, piesza, wspinaczka, Greg się nie mylił





walcujemy na Stary Groń





co prawda był jeszcze kawałek z buta ale raczej z lenistwa niż z przymusu



komu na wycieczce chciało by się spinać ;) no i kto by foty robił

docieramy na miejsce



przerwa na siku i kierunek Grabowa



gdzie nie spojrzę, takie widoki



cykam Skrzyczne, dziś pierwszy raz



teraz trochę powklejam ;P ... można przewinąć ;)



















z Grabowej jedziemy czerwonym na Kotarz docelowo na Przełęcz Karkoszczonka



czy nadrobiłem już fotkowe zaległości z tego roku? nie ? to wkejam dalej ;P

po drodze było tak













Musieliśmy chwilę poczekać na Krisa więc Greg się rozsiadł na pieńku



a ja napełniałem kartę kolejnym materiałem



Greg z nudów zapragnął pstryknąć moją wredną gębę

i jak pstryknął



to od razu z jakimś ufokiem ;)

za zamian "schowałem" maszt na Skrzycznem :P



i włączyłem Krzysiowi świetlny znak, żeby się nie zgubił



Ziomka zaczyna odcinać, wciągamy po batonie, Greg zostawia Krzyśkowi dwa żele i mykamy dalej



zaliczamy singielek na czerwonym











Dojeżdżamy do Chaty Wuja Toma, w bidonach i w bukłakach sucho, ale kolejka do realizacji zamówienia co najmniej na 30 minut stania, olewamy taki bufet, znajdziemy źródełko życia!

Docieramy do podnóża Klimczoka





i tam chłopaki tankują



ja się nie odważyłem

No to zaczynamy finałowy podjazd, Klimczok, nigdy nie przejechałem go w całości w siodle, zwłaszcza początek jest upierdliwy, postanawiam jednak spróbować, miejscami mocno się spinam ale udaje się całość podjechać

a po drodze ;)







docieram na górę i czekam na chłopaków

Greg finiszuje pierwszy



po paru chwilach, Kris



dojeżdża i



ze zmęczenia nie udaje mu się wypiąć z bloków ... na szczęście teraz już z górki

ostatnia fota dnia



Zjeżdżamy czerwony szlakiem na Dębowiec i kawałem zielonym do parkingu

to był baaaaardzo udany dzień

dzięki !!!

na koniec tradycyjnie trasa z polara



ufffff

the end

piwa! qwa !
Kategoria góral, z ziomami


  • DST 11.32km
  • Czas 00:33
  • VAVG 20.58km/h
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

zajob

Piątek, 30 września 2011 · dodano: 04.10.2011 | Komentarze 0

Kategoria home-job-home, góral


  • DST 12.54km
  • Czas 00:40
  • VAVG 18.81km/h
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

zajob

Czwartek, 29 września 2011 · dodano: 04.10.2011 | Komentarze 0

Kategoria home-job-home, góral


  • DST 56.30km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:15
  • VAVG 25.02km/h
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

zajob + mały week z Sylwem

Środa, 28 września 2011 · dodano: 04.10.2011 | Komentarze 0

Kategoria home-job-home, góral


  • DST 11.65km
  • Czas 00:37
  • VAVG 18.89km/h
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

reg

Wtorek, 27 września 2011 · dodano: 04.10.2011 | Komentarze 0

Kategoria home-job-home, góral


  • DST 13.54km
  • Czas 00:44
  • VAVG 18.46km/h
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

reg

Poniedziałek, 26 września 2011 · dodano: 04.10.2011 | Komentarze 0

Kategoria home-job-home, góral


  • DST 12.40km
  • Teren 6.00km
  • Czas 00:58
  • VAVG 12.83km/h
  • Podjazdy 397m
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

rozjazd po Istebnej

Niedziela, 25 września 2011 · dodano: 04.10.2011 | Komentarze 2

pogoda sprzyjała więc wybraliśmy się na "krótki" lajtowy rozjazd, Ben, Kris, Artur i ja ... z założenia miało być krótko i łatwo, zaliczyć okoliczne asfalty i wrócić na kwaterę... a że pojechałem ja, to nieco musiało się skomplikować (w sumie tylko Artur był niezadowolony) ;P

komiks

zaczęło się niewinnie



wszyscy zadowoleni



naszym oczom ukazał się znak ... "źródło Olzy" ... ciekawość bywa zgubna... pojechalim ;)... zaczęło się dość ostro ale w siodle ... nie trwało to jednak zbyt długo ...



żeby było ciekawiej to skończyła się również ścieżka



za to wyrosła przed nami, gęsta, prawie pionowa ścianka



porzuciliśmy rowery w poszukiwaniu przejezdnej ścieżki, humory dopisywały, widoczki też niczego sobie



po kilkunastominutowej penetracji terenu, stwierdzamy że że z bike'ami nie damy rady się przedrzeć przez tą gęstwinę, Ben pilnuje dobytku ...



pora zerknąć na mapę



wyniki oględzin mapy były niejednoznaczne, a że nie lubię wracać tą samą trasą postanowiłem osobiście znaleźć właściwą ścieżkę, przedzierałem się dobre pół godziny ... ale znalazłem to com szukał ;) ... gorzej było z namierzeniem drogi powrotnej i ziomków ;P ...jakoś dałem radę ale sznity na nogach wskazują że nie było to łatwe zadanie ;P

jedni jechali



inni pchali ale humory dopisywały



zakończyliśmy na Stecówce



... został tylko zjazd asfaltem do Istebnej, tu mogłem zakończyć swój żywot :( ale udało się uniknąć, poważnego w skutkach, wypadku ... uffff :/

z reguły jestem przezorny ... dlaczego tym razem nie ubrałem kasku ??? może gdybym go miał to wkomponowałbym się w chłodnicę furacza ? nawet nie chcę o tym myśleć co by było gdyby ... jestem w jednym kawałku, to najważniejsze :)

całość, z pieszymi wędrówkami zajęło nam ponad 2h ...nc ;)
Kategoria z ziomami, góral


  • DST 75.06km
  • Teren 65.00km
  • Czas 05:47
  • VAVG 12.98km/h
  • HRmax 176 ( 92%)
  • HRavg 153 ( 80%)
  • Kalorie 5544kcal
  • Podjazdy 2578m
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powerade Suzuki MTB Marathon - Istebna 2011

Sobota, 24 września 2011 · dodano: 04.10.2011 | Komentarze 0

mój debiut maratonowy w 2009r. był właśnie na giga w Istebnej - najłatwiejszej drogi to sobie może nie wybrałem, ale tak już mam z natury, lubię jak jest ostro ;P... historia lubi zatoczyć krąg :/ w zeszłym roku nie mogłem wystartować z powodu kontuzji w tym roku prócz wielkiej niemocy, męczyło mnie dodatkowo przeziębienie... ale o dziwo przed startem czułem się całkiem dobrze...

rozgrzewka o 6:40 ... musiałem dojechać na miejsce zbiórki (20 minut)

W drodze do Istebnej prawie zlałem się w gacie, na szczęście Greg się zlitował i dał mi szansę na ulżenie pęcherzowi (a już widziałem na żółto)

Słonko świeci ale w lesie pizga, po przejechaniu kawałka trasy decyduję się na termoaktywnego craft'a pro zero extreme (w Zabierzowie gdzie wszyscy dygotali, sprawdziło się w 100%) + teamowy koszul z krótkim rękawem.

Na starcie humory dopisują, rozmawiamy sobie z Mariuszem i Pawłem, szukam wzrokiem Grega...ni ma go :/ pewnie czai się gdzieś dalej.



Marek odlicza minutę do startu, przy stadionie widzę Grega, wtf ? okazało się że ziom zapomniał przymocować numerka i walczył z czasem, taki nowoczesny rodzaj rozgrzewki ;) na szczęście zdążył.

no to jedziemy



Tradycyjnie początek asfaltem, trasę znam doskonale, wiem co mnie czeka ... szkoda ;P bo lubię niespodzianki.



Prędkość spada, tętno rośnie, zaczyna się ... Greg dojeżdża i opowiada o kłopocikach przed startem, po chwili wyprzedza i jedzie jak wariot ;) jestem w małym szoku bo raczej zaczyna ścigi spokojniej.

Pierwsza górka jakoś weszła, już odczuwam skutki złego ubioru, gotuje się! :/

Pierwszy zjazd w tłoku, mam problem z lewą manetką, coś się zablokowało i nie dało się wrzucić na blata, w dół się da ale w górę już nie ... xtr ;) ... sprawdzam czy linka się nie zaklinowała ale była w porządku, na szczęście trochę potrzęsło na trasie i się samo odblokowało.

Do pierwszego bufetu szybko zleciało, złapałem kubek z poweradem i pojechałem dalej, w końcówce dystansu mini, na stromym podjeździe już dymałem z laćka, dopiero 18km a ja mam już dość :/ będzie bolało ...

Przed Ochodzitą wciągam batonika, na początku podjazdu po płytach znów problem z manetką, muszę się zatrzymać i poprawić łańcuch, mija mnie Klosiu.

Na podjeździe kibice częstują piwkiem



a może by tu już zostać ?? pomyślałem...gupi, pojechałem dalej :P

Zrobiło się trochę luźnie więc początkowo zjazd z Ochodzitej dość sprawnie i szybko, na tyle gibko że prawie wypadłem z trasy, na szczęście udało się wymanewrować w ostatnim momencie. Na końcu zjazdu dojechałem do Mariusza i kolejny podjazd zaczynamy wspólnie, jest mi tak gorąco że decyduje się na postój, zlałem z trasy i zacząłem się przebierać, wylatały mi batoniki z koszulki, zanim pozbierałem to już mnie parę osób minęło...to był moment, ubieram koszulkę, zakładam plecak, biorę bika a tu mnie coś zwisa ;)... taaaa to też ;P ... ale większym problemem były szelki z gaci których nie założyłem ... no i musiałem znów się rozbierać, kolejne kilka osób odjechało.

Jak się w końcu pozbierałem to dojechał do mnie Piotrek B. chwilę pogadaliśmy, przy okazji umówiłem się z nim na wymianę łożyska ślizgowego w bębenku, jak się człowiek ledwie toczy to na maratonie można wiele rzeczy załatwić ;)

Wpakowałem się w jedyną kałużę na maratonie a że była dość konkretna to cały się uświniłem.

Szybki odcinek po łąkach, bez przygód, na muldach wolniej bo jechałem w chmurze kurzu.

Kolejny podjazd, znów Klosiu, tym razem z rozjebanym kolanem, auć ... sieka się leje ... wyjątkowo mój zestaw pierwszej pomocy zostawiłem w torbie więc nie mogłem pomóc, ale Mario to twardy to zawodnik.
Dogonił nas Maciej, zmotywował Klosia i sobie pojechali.
A ja dojechałem do Bartka, widać że też to nie jest jego dzień, razem jakoś raźniej się jedzie. Po chwili mija nas ekspres z Mróz Active Jet, Wojtek Halejak i Michał Kowalczyk a za nimi długo, długo nic, ale to tylko takie wrażenie bo jednak się jedzie, wolno ale jedzie ;)

W końcu jakiś zjazd, nerwowo spoglądam za siebie w oczekiwaniu kolejnych ścigantów z Mega, nikt mnie nie dogonił ;P

Znów kurewski asfaltowy podjazd, nie wiem jak to się stało ale znów jestem przed Klosiem, teraz już tabuny megowców nas wyprzedzają, skurcze ściągają mnie z siodła, jeden zawodnik prosi o picie, mam połowę bidonu więc się działkuję z kolegą.
Klosiu podpina się do do szybszych zawodników i znów szybko znika mi z oczu.
Za to Bartek się odnalazł ;) znów się razem toczymy, po chwili wyprzedza nas Ludmila Damkova... dobiła mnie, psycha padła total ;)

Doczłapaliśmy do bufetu, Klosiu właśnie odjeżdżał z pełnymi bidonami, Bartek się rozsiadł na trawce a ja uzupełniałem kalorie i rozdawałem picie megowcom.
Troszkę mi zeszło na tym bufecie.
Zebrałem się do dalszej jazdy gdy minął mnie Paweł Urbańczyk, Bartek nie wykazywał chęci do dalszej jazdy więc znów zostałem sam.

3km przed metą był do pokonania rów, wszyscy przejechali, a ja, miszcz techniki, wbiłem się przednim kołem i nakryłem się rowerem ;)

Dojeżdżam do stadionu, miałem ochotę powalczyć na korzonkach ale przestrzeliłem zakręt, może dobrze bo jeszcze bym sobie jakąś krzywdę zrobił ;)

Ostatni bufet, zjadłem trochę owoców i walczę dalej, plecy mnie napierdzielają, kurcze znów blisko, ale jadę ...na pomiarze czasu próbuję się dowiedzieć jaką mam stratę do Grega...czy ja niewyraźnie mówię ? ;P ech ta bariera językowa ;)... ale czy to ważne, najważniejsze że jadę, jadę i nawet wyprzedzam lol ... tego się już nie spodziewałem ;)

Jedną z moich "ofiar" został Maniek z PTR, zdziwił się jak mnie zobaczył, myślał że jestem przed nim (musiał mnie wyprzedzić jak się przebierałem)

Zaczął się podjazd po kamerdolcach, w takim terenie czuje się doskonale więc choć noga nie podaje, udaje zbliżyć się do kolejnych zawodników.
Przed końcem podjazdu jednego łykam, a drugiego zaraz na początku zjazdu.
Jadę w dół, trochę marznę, teren nie pozwala na dekoncentrację, nawet nieźle idzie.

W pewnym momencie leżą powalone drzewa, trzeba na chwilkę zejść, widzę znów dwóch zawodników, jednym z nich jest KLOSIU! oooooołłłłłłjjjjjeeeeeee ;)

Niestety, znów podjazd, łatwy, szutrowy, ziomek odjeżdża :( ja znowu męczę i przepycham pedały, na szczęście dla mnie, podjazd dość szybko się kończy i zaczyna się młócka w dół.

Doganiam Klosia i próbuję odjechać, nie znam profilu końcówki bo jest trasa zmieniona więc trochę ryzykuję na zjeździe żeby zrobić małą przewagę nad Mariuszem bo ma wyraźnie lepszą nogę ode mnie.

Na bardzie stromym odcinku nie kombinuję i zbiegam z bikiem, kicam przez wodę i jestem na asfalcie :/ gdy wskakuję na bika widzę Klosia na górze, mam może jakieś 15-20 sekund przewagi.

Zapinam blata i "ogień" :P jadę jakby mnie stado wilków goniło ;) podjazd jest dość długi, zaczyna mnie odcinać i muszę trochę zwolnić, oglądam się ale nikogo nie widzę, zjeżdżam w teren, po kilku metrach słyszę za sobą zgrzyt hampla, to udo sprawiedliwości mnie dogania ;)

Znów kawałek zjazdu więc znów robię małą przewagę, przy tartaku? nie zauważam strzałki i jadę prosto, szybko się zorientowałem i zawróciłem ale parę sekund w dupala. Przed mostkiem też wajcha, znów nie tą drogą na szczęście stoi jakiś dzieciak i woła że nie tędy droga ;)

Znów ten pieprzony rów, tym razem nie daję się wydymać i kurwidołek pokonuję z buta.

Zaś podjazd, 2km przed metą, zgon, Klosiu mnie łyka i ładnie ciśnie pod górę, żegnam go wzrokiem, qrwaaaaa !!! ;P

Dymam z buta bo nie mam sił jechać, spory tłok na trasie, wsiadam w końcu na klamota i walcuję pod górę, sapie jak lokomotywa, Klosia już nie widać, lipa.

Przed samym zjazdem wyprzedzam jedną zawodniczkę, to był kluczowy ruch, bo gdybym utknął za nią...

Palce z dala od klamek i lecę w dół, dojeżdżam do zakrętu, pstrykają foty... i co ?? ... koras na trasie :) a w nim Klosiu, więc łapie się na koło :)

Ostatni zjazd sezonu, korzonki, Mario sprytnie wypuszcza mnie przodem, pewnie żebym pierwszy fiknął pięknego orła ;) na szczęście przed nami był zawodnik więc próba pokonania zjazdu znów zakończyła się przed lewym zakrętem



Blokuje się za zawodnikiem a Klosiu myka mnie z lewej, tracę parę metrów ale walcze, ostatni zakręt w prawo i finisz, próbuję wcisnąć się przy barierkach ale nie ma miejsca...przegrywam o całe koło :) ... gratulujemy sobie zaciętej walki :D

(ciekawostka, z Klosiem mamy identyczny, co do sekundy, czas przejazdu)

Ja pitole dawno taki zmęczony nie byłem :/ walka na ostatnich kilometrach kosztowała mnie sporo zdrowia. Pięknie było :) ale dobrze że to już koniec ;P

Chwilę odpoczywam, idę do bufetu i wypijam z 8 kubków płynów, potem na myjkę z bajkiem i kilku kilometrowy rozjazd do kwatery.

Tyle z jazdy.

Po doprowadzeniu się do porządku jedziemy na dekorację

Artur kończy sezon na 10 miejscu w M3, gratulacje!






Zamknąłem generalkę i TOP5, ukończyłem Trophy...generalnie udany sezon ale
może być lepiej, trzeba tylko mądrze potrenować, najważniejsze że jest ogromna motywacja do pracy (chyba jak nigdy, czyżbym z wycieczkowicza w końcu ewoluował po lelu w ściganta? ;P) już nie mogę doczekać się listopada :D

THE END ufffff ;)

  • DST 11.11km
  • Czas 00:31
  • VAVG 21.50km/h
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

reg

Piątek, 23 września 2011 · dodano: 04.10.2011 | Komentarze 0

Kategoria home-job-home, góral


  • DST 12.52km
  • Czas 00:35
  • VAVG 21.46km/h
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

reg - serwis tylnego koła

Czwartek, 22 września 2011 · dodano: 22.09.2011 | Komentarze 0

Kategoria góral, home-job-home


stat4u