Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi AdAmUsO z miasteczka Katowice. Mam przejechane 66677.37 kilometrów w tym 12733.50 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 21.57 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy AdAmUsO.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

góral

Dystans całkowity:53506.96 km (w terenie 11829.50 km; 22.11%)
Czas w ruchu:2558:52
Średnia prędkość:21.30 km/h
Maksymalna prędkość:75.28 km/h
Suma podjazdów:230161 m
Maks. tętno maksymalne:195 (104 %)
Maks. tętno średnie:169 (93 %)
Suma kalorii:808288 kcal
Liczba aktywności:1467
Średnio na aktywność:37.13 km i 1h 44m
Więcej statystyk
  • DST 71.10km
  • Teren 42.00km
  • Czas 02:48
  • VAVG 25.39km/h
  • VMAX 50.10km/h
  • HRmax 172 ( 90%)
  • HRavg 139 ( 73%)
  • Kalorie 2280kcal
  • Podjazdy 493m
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lędziny z blata

Niedziela, 3 kwietnia 2011 · dodano: 03.04.2011 | Komentarze 7

oj wymęczyli mnie dzisiaj chłopaki ;)
Ustawka po kapelonem o 8:00, Rafał, Mateusz, niespodziewanie Olo, no i ja.
Spokojnym tempem przetransportowaliśmy się na Dolinę 3 Stawów i zaczęliśmy jazdę, poszło ostro, tak, że nie utrzymałem chłopakom koła i musiałem mocno gonić, a Olo to już całkiem w blokach został ;)
Noga nawet kręciła ale Rafał i Mateusz byli poza zasięgiem dla mnie dzisiaj, ledwo się z nimi utrzymałem do Lędzin :) z samej jazdy jestem bardzo zadowolony :)

Mateusz u siebie wszystko ładnie opisał klik więc nie będę się tutaj rozpisywał :)

tylko staty

Na Lędziny
dystans 25.96km
AVG 28.3km/h
time 00:55:06
HRMAX 168
HRAVG 157
podjazdy 202m

Na dolinę
dystans 25.96km
AVG 29.1km/h
time 00:53:28
HRMAX 172
HRAVG 155
podjazdy 159m

Super było :) dzięki chłopaki.




Kategoria góral, z ziomami


  • DST 13.80km
  • Czas 00:44
  • VAVG 18.82km/h
  • HRmax 136 ( 71%)
  • HRavg 110 ( 57%)
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

looz - po sklepach

Piątek, 1 kwietnia 2011 · dodano: 02.04.2011 | Komentarze 0

Kategoria góral, home-job-home


  • DST 75.50km
  • Teren 25.00km
  • Czas 03:01
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 43.50km/h
  • HRmax 178 ( 93%)
  • HRavg 140 ( 73%)
  • Kalorie 2327kcal
  • Podjazdy 465m
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

śmiganko z Rafałem

Czwartek, 31 marca 2011 · dodano: 31.03.2011 | Komentarze 7



znajdź różnicę - pierwsza fota zrobiona dwa dni temu a druga dzisiaj

ps. nieeeee, nic nie można wygrać :P







śjakieś małe te rowery - pora na 29r ???



tak było dzisiaj - jak widać (może) nawet pięść razy robiliśmy wały





tak było wczoraj - luźno

  • DST 39.30km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 22.46km/h
  • HRmax 158 ( 83%)
  • HRavg 128 ( 67%)
  • Kalorie 963kcal
  • Podjazdy 255m
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

z ziomkami po parq a potem wypalałem klocka :P a nawet dwa - hampel wrócił z olejowej wyprawy

Środa, 30 marca 2011 · dodano: 31.03.2011 | Komentarze 0



  • DST 70.80km
  • Teren 30.00km
  • Czas 02:50
  • VAVG 24.99km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • HRmax 173 ( 91%)
  • HRavg 147 ( 77%)
  • Kalorie 2289kcal
  • Podjazdy 355m
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

z Rafałem na Lędziny

Wtorek, 29 marca 2011 · dodano: 29.03.2011 | Komentarze 3

udany trening połączony z efektywną regeneracją ;) u Jacka

bujak w Lędzinach

zadowolony Rafał


chaos nowego pulsia i softu ;)

  • DST 61.20km
  • Czas 03:01
  • VAVG 20.29km/h
  • HRmax 154 ( 81%)
  • HRavg 105 ( 55%)
  • Kalorie 1145kcal
  • Podjazdy 384m
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

przewietrzyć bujaka - w końcu złożony :)

Poniedziałek, 28 marca 2011 · dodano: 28.03.2011 | Komentarze 9



  • DST 104.84km
  • Teren 70.00km
  • Czas 06:59
  • VAVG 15.01km/h
  • VMAX 47.56km/h
  • HRavg 140 ( 73%)
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

MTB Powerade Marathon Kraków 2010 – czyli mój mały Everest

Sobota, 28 sierpnia 2010 · dodano: 29.08.2010 | Komentarze 24

Kraków chciał mnie pokonać i prawie mu się udało ;)

Wyjechaliśmy z Rafałem i Mateuszem o 7:00 z Katowic, na autostradzie zlało nas porządnie dwa razy ale jak dojechaliśmy do Krakowa to się na chwilkę uspokoiło. Zaparkowaliśmy samochód obok Błonia i zaczęliśmy przedstartowe przygotowania, znów lunęło. Jakoś nie specjalnie byłem przejęty tą sytuacją bo nie przeszkadza mi jazda w takich warunkach, żeby nie napisać że lubię ;) gorzej niż moja psycha takie warunki znosi mój bujak ale od tego jest żeby powozić i nie marudzić.
Jedynym dylematem było jak się ubrać, zmarzluch jestem więc wybrałem wersję prawie zimową ;) wiele osób jechało „na krótko” co nie było wcale takim złym pomysłem.

Przed samym startem spakowałem przeciwdeszczówkę do plecaka, praktycznie nie robiąc rozgrzewki. Na 10minut przed startem sektory prawie puste, zastanawiałem się jak będzie z frekwencją w tych warunkach. Na szczęście ekipa szybko się zebrała i okazało się że jest całkiem sporo osób. Było tak mało czasu ze nie zdążyłem się przywitać ze znajomymi, tylko pomachaliśmy sobie na powitanie.
Na starcie bikestatowicze
SCS Racing Team : slec, Math86, RafalCSC, milus12081978, oski, rpraniuk
Reszta świata: klosiu, JPbike, DMK77, widziałem jeszcze lemurize ale nie było szans się przywitać.

Szybkie odliczanie i gnamy po Błoniach w śmierdzącym syfie ;) slec wyrwał do przodu ja trzymałem się JPbike i tak dojechaliśmy do pierwszego terenowego podjazdu gdzie moja boska ;) technika kosztowała mnie z 30 miejsc chłopaki odjechali więc jak się wypłaszczyło i zrobiło się więcej miejsca to próbowałem gonić. Blat i ogień, przeskoczyłem jedną grupkę i próbowałem dociągnąć do większej która jechała z 300 metrów przede mną ale nie zdążyłem dojechać przed kolejnym, polnym odcinkiem. Powiem szczerze że byłem już ugotowany, jednak za grubo się ubrałem, a tętno prawie 180 pikało. To nie wróżyło nic dobrego. Przed kolejnym podjazdem spotykam Mateusza (Math86) który mocował się z przerzutką, na szczęście poradził sobie z problemem i przez kilka km jechaliśmy blisko siebie. Po jakimś czasie Math znów grzebie przy biku, tym razem już chyba na poważnie bo nie widzę go za sobą. Śmigam dalej, w polu stoi fotograf i cyka fotki.













Jeszcze jest spoko ale kilkaset metrów dalej, na gliniastym zjeździe walę prawą stroną o glebę, obtaczam się cały w gliniance, ślizgam się parę metrów i taranuje mnie mój bike. Zawodnik, którego wtedy próbowałem wyprzedzić skwitował, że dlatego zwolnił przed tym odcinkiem ;)

Szybciutko się pozbierałem, jak to po glebie, może nikt nie zauważył? :P oprócz tego co jechał obok. Nawet nie przyglądam się czy są jakieś straty, no bo jak ? cały w glinie razem z twarzą i brylami, gówno widzę. Muszę stanąć. Czyszczę okulary, wyprzedza mnie Justyna F. i ktoś z Plannji kwitując że mam zajebisty strój ;P

Adrenalina spada, zaczynam czuć skutki upadku, prawy bark napierdziela, sprawdzam obojczyk, chyba cały, piszczel i udo też dostały szlag ale kolano całe. Ruszam ręką, boli, myślę - przypierdzieliłeś zdrowo to musi boleć. Wsiadam na bika, o dziwo jak siedzę w pozycji do jazdy to boli mniej :D zajebiście ! więc jadę dalej. Kręcę przez chwilkę, chcę zredukować bieg, wtf ? prawa manetka też dostała :/ dźwignia zmiany biegu lekko się wykrzywiła cała manetka zresztą też skrzywiona ;) na szczęście kute Alu wytrzymało.
tak powinna wyglądać ta dźwignia © adamuso

a wyglądała tak © adamuso

Próbuję wrzucić bieg, nie działa, klikam parę razy w końcu zaskakuje, ulga. Muszę pamiętać żeby jak najmniej zmieniać i nie kusić losu. Z przodu działa tylko średnia i blat, młynek strajkuje. Jak zostanę bez tylnych przełożeń to nie pojeżdżę zbyt długo a to dopiero początek wyścigu.

Jedziemy dalej, zaczynają się kolejne techniczne odcinki, na błotnym zjeździe zaliczam kolejną glebę, znów na prawą stronę, tym razem ręka boli już mocniej. Po kilku minutach znów witam czule matkę ziemię, oczywiście prawą stroną. To już nie jest śmieszne, stwierdzam że jeszcze jedna gleba i nie dam rady utrzymać kiery. Nie ma wyjścia, wszystkie zjazdy sprowadzam, nawet te banalne tylko że śliskie, nie ryzykuję więcej. Wyprzedza mnie coraz więcej osób, w tym Damian (DMK77) myślałem że jest już gdzieś z daleko z przodu, życzę mu powodzenia w dalszej jeździe.

Pcham się dalej ale kilometry wolno lecą, coraz więcej osób napotykam z problemami, to dętka to łańcuch, trasa zbiera swoje żniwo. W pewnym momencie tracę definitywnie tylny hamulec, mam w plecaku zapas klocków, spoglądam na zacisk uwalony cały w błocie, pierdziele, nawet nie próbuję się za to zabierać, i tak sprowadzam bika więc poczekam z tym do bufetu.

W okolicach Rudna spotykam zawodnika z BodyDry Airco który prowadzi rower, awaria ogumienia, miał jedną zapasową która okazała się felerna, chwilę dyskutujemy, do mety bardzo daleko, zostawiam mu swój zapas i jadę dalej. Przed trzecim bufetem spotykam Michała z Plannji, rozpadł mu się zacisk tylnego koła, jedyne co mogłem zrobić to poratować go telefonem żeby mógł ściągnąć pomoc. Po dotarciu do trzeciego bufetu zabrałem się na tylny hampel, było trochę za późno ;) zostały tylko strzępy. Klocków brak, zostały resztówki blach, zeżarło też blaszkę rozporową. Wkurwiony jestem że założyłem te shity na tył, miałem zostać przy metalicznych klockach ZEIT'a (z przodu miałem założone ZEIT'y które służą mi od tegorocznego Trophy i przetrwały też ten Kraków)
tyle zostało z klocków shitmano © adamuso

Nie udało mi się wepchnąć tłoczków do środka, chwilkę się z tym poszarpałem i odpuściłem. Rzuciłem hasło do bikerów na bufecie że mam do oddania klocki xtr, długo na chętnego nie musiałem czekać, oddałem. Wciągnąłem żelka, arbuza, bananka i pojechałem dalej. Ręka bolała coraz mocniej, przed jednym ze stromych podjazdów był stromy uskok na który trzeba było wnieść bika, zatrzymałem się przed nim zastanawiając się jak pokonać tą „przeszkodę”, zawodnik z Taurusa widząc mój problem zaproponował że wniesie mi bika na górę, serdecznie podziękowałem za proponowaną pomoc ale stwierdziłem że sam muszę się z tym uporać. Zacisnąłem zęby i wdrapałem się na górę. Nawet jakbym miał na plecach tego klamota zanieść to ukończę ten maraton.

Na moje szczęście zrobiło się łatwiej, sporo asfaltu więc nawet parę osób wyprzedziłem. Dopiero w okolicach ZOO znów musiałem człapać z buta. Na jednym z zakrętów stał Pocio z Herbapolu wskazując drogę, spytałem czy bez hampli zjadę, stwierdził że ten krótki zjazd bez problemów ale żebym dalej nie próbował, tak też zrobiłem. Nawet przy sportografie nie próbowałem kozaczyć, za to jakiś Pan na trekkingu zawziął się gdy zobaczył fotografa, niestety z wiadomym skutkiem.

Jak zobaczyłem tabliczkę z napisem 4km poczułem ulgę, wiedziałem że udało mi się dotrzeć do mety. Jeszcze tylko śmierdzące Błonia i jestem na mecie lol.

Na mecie czekają Rafał i Mateusz, zmarznięci czekali na mój powrót bo wiozłem kluczyki z samochodu. Ruszyłem w stronę myjki, spotykamy slecia, zadowolony z wyniku, gratki ziom! 35 open / 15 M3 krótko streszczam moje przygody i staję w kolejce do karchera. Staję w kolejce do myjek przeznaczonych dla zawodników dystansu giga, mało ludzi ale idzie jak krew z nosa. Chłopaki opowiadają że były kwachy na początku przy myjkach, jak ktoś zarządził dwie myjki dla giga to jakiś pieniacz się spienił i musiał interweniować sam prezes GG ;)
Matek poratował mnie korytem z bufetu, smakowało jak nigdy :D ale naprawdę smaczny był ten regener :) oby częściej.
Jak stałem to Jacek (JPbike) przyszedł chwilkę pogadać, też ładnie pojechał 42 open / 19 M3, gratulacje!
Stałem w kolejce chyba z 45 minut niektórzy to nawet chyba szprychy pojedyńczo myli :/ ja wiem że było sporo syfu ale to chyba nie pora żeby robić z bika cacuszko na handel, nówka nie śmigana.
Po spłukaniu syfu z bujaka poszedłem do auta gdzie cierpliwie czekali na mnie ziomy. Dostałem dreszczy z zimna od mokrych ciuchów, chłopaki musieli pomóc mi się rozebrać bo nie umiałem już ręki podnieść, gdyby nie Mati i kałuża to bym musiał wracać w startowych trzewikach bo klamry nie potrafiłem otworzyć ;)
Spakowaliśmy cały syf do autka i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Wieczorkiem Matek podrzucił mi jeszcze smaczną pizzę na kolację :) zapiłem ją 4 bronkami dla znieczulenia, ale chyba dawka była zbyt mała bo nie zasnąłem z bólu do 3 rano, dopiero 2 ibupromy i godzina przed telewizorem pozwoliły na kilka godzin snu. Dzisiaj już jest lepiej, wszystko mnie napierdziela ale chyba już mniej niż wczoraj :D

Rafał i Mateusz dzięki za pomoc i cierpliwość.

podsumowanie

Jeszcze nigdy:
-tak długo nie jechałem ma wyścigu
-tak mocno się nie poobijałem na zawodach
-tak dużo strat sprzętowych po 100km ;)

ale dotarłem i jestem z tego dumny ;P

oficjalny wynik
97 open / 41 M3 07:33:18

jeszcze jedna znaleziona fota, czyli jednak nawet jak jest źle, sprawia mi to frajdę ;)


ps. mam nadzieję że za dwa tygodnie będę w stanie kontynuować przygodę z MTB Powerade Marathon, jeżeli nie to będę baaaaardzo rozczarowany :/]

kontuzja © adamuso


  • DST 8.11km
  • Teren 5.00km
  • Czas 00:29
  • VAVG 16.78km/h
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

krótki test sprzętu

Piątek, 27 sierpnia 2010 · dodano: 27.08.2010 | Komentarze 0

Kategoria góral, po parq


  • DST 80.13km
  • Czas 03:13
  • VAVG 24.91km/h
  • VMAX 44.30km/h
  • HRmax 167 ( 87%)
  • HRavg 103 ( 54%)
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

WPKiW + kolejny przymusowy trening wymiany gumy w tylnym kole ;) mam nadzieję że w sobotę nie będę musiał sprawdzać czego się nauczyłem ;)

Środa, 25 sierpnia 2010 · dodano: 25.08.2010 | Komentarze 0

Kategoria góral, po parq, z ziomami


  • DST 104.63km
  • Teren 60.00km
  • Czas 04:39
  • VAVG 22.50km/h
  • VMAX 52.18km/h
  • Sprzęt "S"kładak bujak
  • Aktywność Jazda na rowerze

Międzybrodzie - Hrobacza - Kozy - Czechowice - Goczałkowice - Pszczyna - Tychy - Katowice

Niedziela, 22 sierpnia 2010 · dodano: 23.08.2010 | Komentarze 1

Kategoria góral, z ziomami


stat4u